sobota, 28 grudnia 2013

Browar w Bielsku-Białej

 Tradycje piwowarskie w mieście sięgają 1521 roku, kiedy to książę cieszyński Kazimierz II ofiarował bielszczanom browar oraz nadał im przywilej warzenia oraz wyszynku piwa, choć już wcześniej warzyli piwo na własny użytek. Najstarszą wzmiankę o bielskim browarze i uprawie chmielu znajdujemy w opisie zamku, który został zawarty w urbarzu państwa bielskiego z 1571 roku. W 1715 roku istniały browary w Białej i Lipniku. Do 1865 roku w Bielsku i w Białej miały istnieć 4 browary. Browary w Białej zaprzestały swej działalności ok. 1870 roku, gdy utraciły prawo do wyszynku piwa w karczmach i nie wytrzymały konkurencji innych browarów. Wkrótce pozostał tylko jeden browar bielski.

Browar Bielsko (Od 1893 roku Bielitz-Bialaer Brauerei AG) został założony w 1875 r. przez fabrykanta urządzeń zgrzebnych Adolfa Mänhardta i piwowara Ferdynanda Wilhelma Mähnela. Warzył i sprzedawał wówczas ponad 18 tys. hektolitrów piwa rocznie. Przewagę stanowiły piwa beczkowe, lecz znane i cenione były butelkowe specjały jak: Kaiser Bier (Cesarskie) czy znakomite Lager Bier Dunkel. W tamtych czasach browar był większy terytorialnie niż obecnie i swymi granicami sięgał poniżej dzisiejszego pawilonu handlowego "Relax", do rezydencji jednego z właścicieli browaru do dzisiejszego domu na Browarnej nr 17. Na terenie browaru znajdowała się także wytwórnia znakomitych likierów, która stanowiła odrębną produkcję. W 1893 roku browar przejęła spółka akcyjna, a dyrektorem został P. Lahbenberger. Miasto było zainteresowane rozwojem browaru, bo przez wiele lat było  udziałowcem spółki, podobnie jak bielscy restauratorzy. W 1937 roku dyrektorem browaru został Kurt Wilde, a w 1939 roku Hans Windisch. Bielskie piwo z sukcesami konkurowało z piwem tyskim, żywieckim czy okocimskim. W czasie okupacji browar produkował piwo na potrzeby restauracji i wojsk niemieckich (Marzen Bier, Bielitzer Bier).


Po wojnie zniszczony i rozszabrowany Browar Bielsko z trudem obronił się przed likwidacją. Były głosy ówczesnej Rady Miejskiej postulujące jego likwidację. Tylko dzięki ofiarnym pracownikom, zapalonym piwowarom browar uniknął likwidacji. Do pionierów powojennych czasów w browarze należeli jego dyrektorzy i kierownicy: Emil Luboszecki, Franciszek Cierniak, Józef Smela w 1945r. z wieloma dzisiaj bezimiennymi piwowarami, tylko dzięki ich pasji, pracy i wielkim sercu uruchomiono produkcję. Zakład upaństwowiono tworząc Bielskie Zakłady Piwowarsko - Słodownicze wraz z browarem w Cieszynie, a w 1956 r. połączono je z Zakładami Piwowarskimi w Żywcu. Do najbardziej znanych, ale tylko na lokalnym rynku, piw produkowanych po wojnie należały: Bielskie, Beskidzkie, Jubileuszowe. W ostatnich latach istnienia browaru produkowano tu piwa żywieckie: Pilsko Pils, Euro Specjal i Brackie. Później zmieniały się ustroje, zmieniali się właściciele, ale bielski browar cały czas działał. Aż do 1996 roku, kiedy to zarząd spółki  Żywieckie Zakłady Piwowarskie zdecydował o likwidacji browaru po 121 latach produkcji. Jako powód podano nieopłacalność produkcji i zły stan techniczny browaru.  Dziś po Bielskim browarze nie ma już niestety żadnego śladu.


niedziela, 22 grudnia 2013

Tradycje świąteczne - skąd się wzięły?

Dlaczego Święta Bożego Narodzenia obchodzimy 25tego grudnia?

W Rzymie święto Bożego Narodzenia dnia 25 grudnia obchodzono od wieku IV. Kronikarz rzymski, Filokales, w swoim kalendarzu pod rokiem 354 zaznacza: Natus Christus in Betleem Judeæ (Narodził się Chrystus w Betlejem Judzkim).

Skąd się wzięła Pasterka?

Ustalił się zwyczaj, że patriarcha udawał się z Jerozolimy w procesji do Betlejem, odległego ok. 8 km. W Grocie Narodzenia odprawiał w nocy Mszę świętą. W Rzymie zwyczaj ten znany był już za czasów papieża św. Grzegorza I Wielkiego (+ 604). Odprawiano tam nocą pasterkę przy żłóbku Chrystusa w bazylice Matki Bożej Większej; drugą Mszę świętą w godzinach porannych w kościele Zmartwychwstania, gdzie miał rezydencję swoją przedstawiciel cesarza wschodniego; trzecią zaś koło południa w bazylice Św. Piotra.
W pierwszych wiekach chrześcijaństwa nabożeństwa nocne należały do stałej praktyki Kościoła.

Żłobek

Podanie głosi, że żłóbek Pana Jezusa został już w wieku V przeniesiony z Betlejem do Rzymu i umieszczony w bazylice Matki Bożej Większej. Na tę pamiątkę co roku pasterkę odprawiano w Rzymie w tymże kościele przy żłóbku Chrystusa. Najpierw we Włoszech w uroczystość Bożego Narodzenia zaczęto wystawiać żłóbki na tle grot, dołączając do figur św. Rodziny aniołów, pasterzy itp. Jednak do rozpowszechnienia zwyczaju budowania żłóbków i szopek najwięcej przyczynił się św. Franciszek i jego synowie duchowni. Najbardziej znane są szopki: toskańskie, sycylijskie i neapolitańskie. W Polsce głośne są szopki krakowskie, prawdziwe arcydzieła sztuki ludowej. Co roku urządza się ich wystawę na Rynku Głównym w Krakowie przy pomniku Adama Mickiewicza.

Jasełka

Od żłóbków łatwo było przejść w średniowieczu do przedstawień teatralnych: początkowo odprawianych po kościołach w formie bardzo prostej jako ilustracja tekstów ewangelicznych, aż po bogato rozbudowane sceny teatralne. Misteria te cieszyły się zawsze wielkim powodzeniem. W wieku XVIII rozpowszechnił się na dworach zwyczaj urządzania jasełek kukiełkowych.

Kolędy

Ten obyczaj wywodzi się od rzymskich kolęd styczniowych, związanych ze świętem odradzającego się słońca. W swej pierwotnej szacie było to życzenie pomyślności w domu i w gospodarstwie. Nie ma narodu katolickiego, który by nie miał własnych kolęd. Gdyby je zebrać wszystkie w całości, powstałoby kilka tomów pokaźnych o bardzo bogatej treści i melodii. Polska należy do krajów, posiadających w swoim dorobku kulturalnym i folklorystycznym ponad 500 kolęd, co stanowi swoisty rekord.

Choinka

Zwyczaj to dawny, pochodzący jeszcze z czasów pogańskich a rozpowszechniony zwłaszcza wśród ludów germańskich. W dniach przesilenia: zimy i nocy, kiedy to dnie stawały się coraz dłuższe, zawieszano u sufitu mieszkań gałązki: jemioły, jodły, świerku czy sosny jako symbol zwycięstwa życia nad śmiercią, dnia nad nocą, światła nad ciemnością. Kościół chętnie ten zwyczaj przejął jako zapowiedź i znak, jako typ i figurę Jezusa Chrystusa. On był dla rodzaju ludzkiego prawdziwym rajskim drzewem żywota. Na drzewie krzyża dokonał On zbawienia naszego. Na drzewku zawieszamy światła, gdyż Chrystus tak często siebie nazywał światłem. Zawieszamy na drzewku łakocie i ozdoby, aby w ten sposób przypomnieć dobrodziejstwa odkupienia. Zwyczaj ten rozpowszechnił się dzisiaj niemal po całym świecie. W święta Bożego Narodzenia wystawia się choinki w kościołach i w domach, na placach i w wystawowych oknach.

Wigilia

Przyjęła się w Polsce w wieku XVIII, stała się powszechną tradycją w wieku XX. Stół zaścielał obrus biały, przypominający ołtarz i pieluszki Pana, a pod nim dawało się siano dla przypomnienia sianka, na którym spoczywało Boże Dziecię. Jeśli ktoś z rodziny w tym roku przeniósł się do wieczności, zostawiano i dla niego pełne nakrycie. Wierzono bowiem, że w tajemnicy świętych obcowania dusze naszych bliskich w tak uroczystej chwili przeżywają radość Bożego Narodzenia wraz z nami. Dawano również osobną zastawę dla gościa, który w wieczór wigilijny mógł się przypadkowo zjawić. Tego bowiem wieczoru nie mógł nikt być samotny czy też głodny. Zwyczajem było również, że cały dzień obowiązywał post ścisły. W czasie wigilii dawano tylko potrawy postne, w liczbie nieparzystej, ale tak różnorodne, by były wszystkie potrawy, jakie się zwykło dawać w ciągu roku. Pan domu lub najstarszy rozpoczynał wieczerzę modlitwą. Potem czytano opis narodzenia Pańskiego z Ewangelii św. Łukasza (rozdz. 2). Następnie po krótkim przemówieniu każdy z domowników brał opłatek do ręki i wspólnie składano sobie życzenia. Z tej okazji także przepraszano się wzajemnie i darowywano sobie urazy.

 źródło: http://www.brewiarz.pl

piątek, 13 grudnia 2013

Stan wojenny w Bielsku-Białej

Stan wojenny na Podbeskidziu, podobnie jak w wielu innych miejscach kraju, rozpoczął się już w nocy 12 grudnia 1981 roku. Całością operacji „Jodła“, skierowanej przeciwko „Solidarności” na Podbeskidziu, kierował zastępca szefa Wojewódzkiego Urząd Spraw Wewnętrznych ds. Służby Bezpieczeństwa w Bielsku-Białej, płk. Jerzy Siejek. Jego zastępcą był ppłk Stanisław Kałat, naczelnik Wydziału IV, odpowiedzialny za walkę z Kościołem. Rozpracowanie struktur „Solidarności” nadzorowali m.in. major Ryszard Janik, naczelnik wydziału odpowiedzialnego za walkę z „przeciwnikiem politycznym” oraz jego zastępcy por. Jerzy Piórkowski i por. Jan Duszyk.
 
 Jeszcze przed północą aresztowano pierwszych działaczy, do których dołączyło tej nocy jeszcze kilkadziesiąt innych osób. Internowania trwały także w następnych dniach. ̧łącznie do końca grudnia 1981 r. na Podbeskidziu internowano 129 osób. W kilku miejscach interweniujący funkcjonariusze SB i MO łomami i siekierami rozbijali drzwi, były również przypadki bicia stawiających opór działaczy. Także w następnych miesiącach wielu zatrzymywanym członkom „Solidarności” wręczano decyzje o internowaniu. Łącznie w czasie stanu wojennego internowano 232 osoby, w tym 19 kobiet. Jako ciekawostkę warto dodać, że internowany został także były... wojewoda bielski Józef Łabudek wraz z kilkudziesięcioma innymi byłymi działaczami partyjnymi. Internowani mężczyźni początkowo przebywali w zakładzie karnym w Szerokiej k. Jastrzębia, a wiosną 1982 roku trafili do obozu w Nowym Łupkowie w Bieszczadach. Najdłużej, gdyż niemal do Bożego Narodzenia 1982 roku, w obozie siedział Janusz Bargieł, który wyszedł z ostatnią grupą internowanych w Polsce. Z kolei kobiety z Podbeskidzia były najpierw osadzane w Zakładzie Karnym w Cieszynie, a później w Darłówku, Gołdapi i Bytomiu Miechowicach. Ostatnie panie wyszły z „internatów” pod koniec lipca 1982 roku.
    Po 13 grudnia w kilku zakładach na terenie Podbeskidzia próbowano zorganizować strajki. Pierwszym żądaniem było zwolnienie internowanych zakładowych działaczy „Solidarności”. W poniedziałek, 14 grudnia w Zakładzie nr 1 FSM około 30 procent załogi pierwszej i drugiej zmiany nie podjęło pracy (w sumie było to około 2500 pracowników zakładu). Protestowali głównie robotnicy z Narzędziowni i Wydziału Montażu Syreny. W zakładzie D „Befamy” około 80 procent pierwszej zmiany odeszło od maszyn. W „Apenie” pierwsza zmiana praktycznie nie pracowała, a podobnie było jeszcze w czasie drugiej zmiany. Protest przerwano, gdy pod zakładem zaczęło gromadzić się wojsko i pojawiła si ę realna groźbą złamania protestu siłą.Tego dnia niespokojnie było równie ̋ w innych miastach regionu. Na Wydziale Odlewni w Wytwórni Silników Wysokoprężnych w Andrychowie protestowało około 300 osób. W Andrychowskiej Fabryce Maszyn z nieliczną grupą pracowników strajkował Wiesław Pyzio – wkrótce jako „prowodyr” został aresztowany. W Zakładach Chemicznych Oświęcimiu na masówce zebrało się 800 osób, które domagały się uwolnienia zatrzymanych pod groźbą podjęcia strajku w dniu 17 grudnia.Także w tym przypadku reakcją władz było aresztowanie działaczy związkowych: Jadwigi Gołdyni, Anatola Bielskiego, Piotra Nowaka i Józefa Grossera. Strajkowali też robotnicy w Fabryce Wtryskarek „Ponar” w Żywcu. Zakład ten protestował też następnego dnia, a wraz z nim inne Żywieckie przedsiębiorstwo Fabryka Śrub. 15 grudnia największym protestem w Bielsku-Białej było przerwanie pracy przez 500 pracowników Narzędziowni w FSM. Tego samego dnia zastrajkowała też cała załoga Bielskiej Fabryki Armatur „Befa”, gdzie robotnicy domagali się uwolnienia przewodniczącego KZ NSZZ „Solidarności” Wiesława Wróbla. Julian Pichur, zastępca przewodniczącego „Solidarności” w tym zakładzie, który wziął na siebie pełną odpowiedzialność za ten protest, już 9 stycznia 1982 roku został skazany na 3 lata wiezienia. Jeszcze wcześniej, bo 4 stycznia, w trybie doraźnym Sąd Wojewódzki w Bielsku-Białej skazał wspomnianego wcześniej Wiesława Pyzio z Andrychowa także na 3 lata pozbawienia wolności. Równolegle z pacyfikowaniem protestów bezpieka osaczała działaczy związkowych, którzy ocaleli z pogromu pierwszej nocy stanu wojennego. Nie wiadomo, czy celowo nie zostały one pominięte przy pierwszych internowaniach, bo za kilka dodatkowych dni wolności zapłaciły kilkuletnimi wyrokami. Już 7 stycznia 1982 r. Sąd Wojewódzki w Bielsku-Białej skazał w trybie doraźnym sześciu podbeskidzkich działaczy związkowych: Ignacego Achingera, doradę ́ ZR, Józefa Kucharczyka i Marka Wojtasa, etatowych pracowników Związku, Józefa Łopatkę , wiceprzewodniczącego kolejarskiej „Solidarności” w Bielsku-Białej i członka Komisji Rewizyjnej Zarządu Regionu, Stanisława Sznepkę, przewodniczącego Komisji Zakładowej RSP „Jedność” w Mazańcowicach oraz Władysława Walusia, wiceprzewodniczącego Komisji Zakładowej przy Wojewódzkiej Spółdzielni Spożywców „Społem” Oddział w Bielsku-Białej. Zostali oskarżeni o to, że po wprowadzeniu stanu wojennego, w dniach od 13 do 15 grudnia 1981r. nie zaniechali działalności oraz odbyli kilka spotkań w celu – jak im zarzucono – „stworzenia konspiracyjnej struktury” związku. Wszyscy oskarżeni otrzymali drakońskie wyroki: Łopatka – 5 i pół roku więzienia, Kucharczyk i Waluś – po 4 lata, Sznepka – 3 i pół roku więzienia, Wojtas – 3 lata, Achinger – rok więzienia. Odrębnym aktem oskarżenia objęto drugą grupę konspiratorów Znaleźli się w niej przewodniczący „Solidarności” w Zakładach Mięsnych Tadeusz Adamski, członek prezydium Zarządu Regionu Antoni Bobowski, przewodniczący Komisji Zakładowej w spółdzielni mieszkaniowej Zdzisław Honkisz, przewodniczący „S” w Zakładach Energetycznych Wacław Szlegr oraz członek „Solidarności” w FSM Kazimierz Szmigiel. Wszystkich oskarżono o to, że zamierzali zorganizował konspiracyjne struktury związku. Wyroki, jakie otrzymali, były niezwykle wysokie: Bobowski, Szlegr i Szmigiel – po 5 lat więzienia, Adamski – 4 lata, a Honkisz – 3 lata pozbawienia wolności. Z najważniejszych działaczy „Solidarności” Podbeskidzia ukrywał si ́ jedynie Patrycjusz Kosmowski, który przypadkowo unikną zatrzymania wraz z innymi członkami Komisji Krajowej w nocy z 12 na 13 grudnia w Gdańsku. Po prostu zrezygnował z noclegu w gdańskim hotelu i bez przeszkód dojechał pociągiem do Bielska-Białej. Pod siedzibą Zarządu regionu spotkał się z przebywającymi jeszcze na wolności kilkoma działaczami „Solidarności”, a potem zaszył się w ukryciu, chcąc przeczekać pierwszy okres represji i chaosu. Został złapany 19 stycznia 1982 roku w prywatnym domu w Starym Bielsku. Po krótkim procesie przed Sądem Wojewódzkim w Bielsku-Białej, w którym nie udowodniono mu żadnej winy, został 25 marca skazany na 6 lat więzienia. Oskarżycielem w tym haniebnym procesie był prokurator Mieczysław Dyrczoń, który zażądał dla Kosmowskiego 8 lat więzienia. Skazanie Patrycjusza Kosmowskiego było jednym z najbardziej surowych wyroków, jakie zapadły w Polsce w stanie wojennym. Nie ulega wątpliwości, że wszystkie wyroki, jakie zapadały na początku 1982 roku w Bielsku-Białej, były odwetem aparatu partyjnego za ubiegłoroczny strajk na Podbeskidziu. Oskarżeni, poza udziałem w kilku spotkaniach, nie podjęli żadnej działalności związkowej, a wszystkie zarzucane czyny nigdy nie zostały im udowodnione. Kosmowski w więzieniu przebywał ponad dwa lata. Różniej, podobnie jak wielu innych aresztowanych,
nie mógł znaleźć  żadnej pracy. Wiosną 1985 roku wraz z Antonim Bobowskim wyjechał do Szwecji. Także wielu innych działaczy  „Solidarności”, którzy po opuszczeniu obozów dla internowanych i więzień nadal byli szykanowani przez władze, decydowało się na opuszczenie Polski.
Więźniów politycznych na Podbeskidziu było znacznie więcej. Wyroki zapadały nie tylko w Bielsku-Białej, ale także Cieszynie, Żywcu, Wadowicach, Oświęcimiu i Krakowie. Przykładowo za malowanie antysocjalistycznych napisów w Sopotni Wielkiej na Żywiecczyźnie na kary po trzy lata więzienia skazani zostali Władysław Byrcz i Kazimierz Jafernik. Za podobny czyn - wymalowanie antysocjalistycznych haseł w żywieckiej dzielnicy Moszczenica – na kary półtora roku oraz roku i trzech miesięcy więzienia skazani zostali Marian Harezak i Stanisław Tomaszek. Surowe wyroki zapadły też w sprawie grupy związkowców z Żywca, wydających w 1982 roku pismo "Drzazgi”, jak równie ̋ działaczy podziemnej „Solidarności” z Andrychowa, Oświęcimia, Cieszyna czy poszczególnych zakładów Bielska-Białej. Łącznie do końca 1982 roku na Podbeskidziu na kary więzienia skazanych zostało ponad pięćdziesięciu działaczy związkowych. Inną formą represji było kierowanie działaczy „Solidarności”, podejrzanych o kontynuowanie podziemnej działalności, do odbycia zasadniczej służby wojskowej (26 przypadków) lub powoływanie ich na ćwiczenia wojskowe (20 kolejnych osób). W tym trudnym czasie rodziny więzionych działaczy „Solidarności” zawsze mogły liczyć na pomoc Kościoła. Ksi. Józef Sanak, Franciszek Janczy, Zbigniew Powada, Wojciech Stokłosa, Zenon Mierzwa – to tylko niektórzy z tych, którzy szli z pomocą „Solidarności”. W Bielsku-Białej aktywnie działał Biskupi Komitet Pomocy Uwięzionym i Internowanym z siedzibą przy parafii Opatrzności Bożej w Białej. Poszczególne parafie, także poza stolicą Podbeskidzia, obejmowały opieką rodziny represjonowanych działaczy ze swego terenu. Pomoc dla uwiezionych i ich najbliższych niósł także Kościół ewangelicki, w tym zwłaszcza grupa związaną z biskupem Zdzisławem Trandą z Warszawy.
 
 
 
 
 
 źródło: SOLIDARNOŚĆ PODBESKIDZIA 1980–201

środa, 4 grudnia 2013

KOPALNIE W BIELSKU-BIAŁEJ

Górnicy w całej Polsce świętują dziś Barbórkę. Dzień górnika szczególnie obchodzony jest na Górnym Śląsku. W Bielsku niewiele osób jest związanych z górnictwem, mało kto ma pojęcie o tym, jak wygląda praca Górników. Dla większości bielszczan kopalnie kojarzy się tylko z rejonem GOP-u, ale czy zawsze tak było ?

W Bielsku-Białej działały dwie kopalnie. Pierwsza powstała pod koniec XVIII wieku w Starym Bielsku. W 1789 roku powstało Bielskie Towarzystwo Górnicze, które opierając się na legendzie, iż pod starobielskim wzgórzem są złoża srebra i złota. 28 stycznia 1789 Bielskie Towarzystwo Górnicze otrzymało koncesje na budowę kopalni minerałów w Starym Bielsku na gruntach Wacława Korzyśko (aktualnie ul. Stoczniowców 44). Na mocy pozwolenia Towarzystwo miało prawo do korzystania z dróg, budowy urządzeń górniczych, zakładania składów drewna kopalnianego i do hałdowania urobku skalnego. Kopalnie nazwano Św. Stanisław zaś główną sztolnie Św. Mikołaj. Prace poszukiwawcze trwały 4 lata, lecz nie znaleziono żadnych cennych surowców. W 1793 roku zaprzestano drążenia sztolni, gdyż nic cennego nie znaleziono, a Towarzystwo Górnicze rozwiązano. Podobno jeszcze w okresie międzywojennym na gruntach (ulice. Stoczniowa, Muzyczna, Mglista, Zwady, Mechaników) było widać ślady eksploatacji kopalni.Aktualnie na terenach kopalni znajduje się osiedle domków jednorodzinnych. Uważa się że główny szyb kopalni znajdował się w miejscu gdzie teraz jest Stacja Redukcji Gazu Ziemnego i mały stawek który mógł powstać w skutek wycieku wody gromadzącej się w wyrobiskach.
Druga kopalnia eksploatowała prawdziwe rudy żelaza, występujące pod Łysą Górą w paśmie pomiędzy Straconką i Lipnikiem. Na początku XIX wieku przy pomocy głębokich na trzy metry studzienek wydobywano syderyt, mocno zanieczyszczoną rudę żelaza. Odbiorca surowca była huta w Węgierskiej Górce. W 1855 roku na gruntach Tomasza Chrobaka i Jana Krywulta (obecnie teren cmentarza) wybudowano kopalnię. Składała się z szybu głębokiego na ok. 10 metrów oraz chodników o łącznej długości 1,5 km. Zatrudniała ona ponad 50 górników. Po 1877 roku huta w Węgierskiej Górce przestała skupować niskoprocentową rudę, więc kopalnia splajtowała. Na północnych przedmieściach Bielska-Białej (w Komorowicach) do dzisiejszego dnia występują szkody górnicze, powstałe w wyniku eksploatacji węgla przez jeszcze jedną kopalnię.

 źródło: F. Jężak. Kopalnia minerałów w Starym Bielsku. Kalendarz Beskidzki 1992.Bielsko-Biała 1992